Siła prawdy. O trudnej sztuce bycia sobą.

Bycie sobą…. Cóż to oznacza?

Kiedyś ktoś powiedział, że „człowiek prawdziwy nie ma problemu z kłamstwem, bo zawsze mówi prawdę a ta jest niezmienna”. Ludzie nie lubią prawdy, szczerości. Ci, którzy mówią wprost to co myślą bardzo często są traktowani jak dziwacy. Nie raz słyszałam „No wiesz co? Jak możesz?” w sytuacji kiedy wprost mówiłam, że się dana osoba zachowuje niestosownie. Jak to ja zwracałam komuś uwagę? A jeszcze obracając się w towarzystwie „biznesu” nie wypadało nikomu uwagi zwracać na to, że np. wobec mnie zachowuje się tak jak ja sobie tego nie życzę.

Realia są takie, że jeśli jest się osobą autentyczną to jest się „odmieńcem”. Czy mi to przeszkadza? Nie, wprost przeciwnie. Bycie osobą bezpośrednią powoduje iż grono „fałszywych przyjaciół” samo się wykrusza i zostają tylko ci prawdziwi – 2 – 3 osoby z którymi można zawsze wszędzie i o wszystkim porozmawiać. Osoby, które wspierają kiedy trzeba, pomagają iść do przodu, w których nie ma zawiści i nienawiści. Nie raz spotykałam się z „fałszywymi koleżankami, przyjaciółkami”, które wszędzie głosiły, że mnie znają tylko po to, żeby na znajomości ze mną otwierać sobie drzwi. Jak to się kolokwialnie mówi „na cudzych plecach zrobić karierę”. Uważały, że ja się nie zorientuję w ich intencjach i się będą moim kosztem dobrze bawiły. Jednakże to, że jestem jaka jestem powoduje też odwrotne zjawisko. Osoby, które mnie poznały, które miały do czynienia z moja wiedzą, kompetencjami i ze mną mogły dyskutować na różne tematy od razu do mnie dzwonią i mnie pytają czy ja na pewno kogoś takiego polecam. Zabawne jest widzieć później minę tej „fałszywej znajomej” bo w większości przypadków to grono damskie.

W świecie biznesu widzę nie raz jak jedni drugim podkradają pomysły na biznes bo nie potrafią sami niczego wymyślić. Przykre to jest, jednakże marka – ta prawdziwa zawsze się obroni. Prawda nie jest mile widziana w dzisiejszych czasach. Ludzie wolą żyć w sztucznym świecie złudy, fałszu a ostatnio zawiści, nienawiści i szczucia się nawzajem. Po co mówić, że jest źle jak można dookoła opowiadać jak jest cudownie. Polska mentalność to zastaw się a postaw się. Nie mam pieniędzy ale święta będą obfite, nie mam za co ale na Majorkę polecę, wezmę kredyt a niech sąsiedzi widzą. Wszystko na pokaz, żeby inni widzieli, że „ja mam”. Nie przyznają się, że może kogoś na coś nie stać, może chwilowo nie ma pracy – nie, wszystko jest w najlepszym porządku, wszystko jest super. Dom na kredyt, samochód na kredyt, wakacje na kredyt ale niech sąsiedzi widzą, że mam. To samo ze związkami, dziećmi. Odnoszę wrażenie, że jak tylko ktoś ma dobrze to za chwilę jest obgadywany od stóp do głów. Ja jeśli słyszę plotki na czyjś temat to na pewno je weryfikuję „u źródła” a osoba, która przy mnie usiłuje kogoś obgadać słyszy, że się zachowuje co najmniej niestosownie. Zawsze pytam czy chciałaby, żeby na jej temat też tak plotkowano. Oczywiście natychmiast staje się wrogiem ale przynajmniej plotki ucinam.

Bycie kimś autentycznym, prawdziwym powoduje też to, że trzeba mieć w sobie dużo siły, żeby nie dać się „zagryźć”. Fala hejtu jaki się pojawia, spojrzenia jakie są „rzucane” w moim kierunku są czasem tak komiczne, że ledwo powstrzymuję się od śmiechu. „Wzrok bazyliszka” jak się nie spodobało zwrócenie uwagi albo powiedzenie wprost co się pomyślało, te „błyskawice w oczach”…. kiedy dyplomatycznie odpowiada się na głupie pytanie. Oczywiście później wytykanie palcami, etc. Myślę, że większość z tych zachowań to efekt zaniżonej własnej wartości, chęć poniżenia innych, stania się na chwile lepszym. Tak, na chwilę. Osoba która jest sobą – jest sobą zawsze, bez względu na okoliczności, czas i miejsce.

Byłam w różnych klubach biznesu, bywam na różnego rodzaju spotkaniach, eventach. Większość to „kluby wzajemnej adoracji” nie przynoszące nic rozwojowego dla członków. Jak to mówią „w stadzie wron kracz tak jak one”. Nie ma w nich miejsca na prawdziwą współpracę, wspieranie się. Wszystko to układy, układziki. W przypadku kobiety – nie pozwolenie panom na zrobienie z siebie ich własności to wręcz niespotykane. Największym problemem było pokazanie, że mimo tego iż jestem osobą, która ma 44 lata to mnie nie interesują ich pieniądze, za pieniądze nie będą mnie mieli. Pokazanie, że zna się swoją wartość, że jest się kobietą a nie przedmiotem, który można kupić i w związku z tym należy się odpowiedni szacunek to było jak walka Don Kichota z wiatrakami. Kobieta mądra, inteligentna, mająca swoje zdanie, posiadająca wiedzę w różnych aspektach to w dalszym ciągu nie ten świat. A już jak wprost mówiłam, że „dziękuję nie skorzystam” to stawało się to nie do zniesienia. Wszystkim się wydawało, że jak odejdę to przepadnę, zginę bo „tylko w tych klubach można istnieć”. Dziś część z tych osób widzi mnie na facebooku, czyta moje publikacje, obserwuje mój dalszy rozwój. Mało tego – zaczynam spotykać osoby, które dziś mówią mi, że są mi wdzięczne za to co robię, za to jaka jestem. Słyszę od nich „obserwuję Cię, dobra robota!” To dodaje mi sił. Sprawia, że czuję radość i wiem, że jestem we właściwym miejscu.

Myślę, że ludzie boją się prawdy o sobie dlatego, że boją się zmian. Bo jak zareaguje ktoś komu powiemy, że to on jest przyczyną konfliktów w domu? Jak nie przyznamy mu racji, że to nie jest wina jego/jej małżonka? Nie będzie chciał tego słuchać, bo to spowoduje obarczenie winą. Spowoduje, że ta „wersja” jaką opowiadał/opowiadała przestanie być prawdziwa. Nagle się okaże, ze to nie mężczyzna jest katem tylko kobieta a on jest ofiarą. Pomagając ludziom nie raz mam okazje widzieć dramaty ale też i różne „wersje” tego samego zdarzenia czy sytuacji. Jak zareaguje rodzic jak mu powiemy, że jego dziecko ma takie zachowania a nie inne bo wyniosło je z domu? Przecież ten rodzic będzie zwalał wszystko na szkołę, rówieśników ale nie powie, że tak mam w domu problem i dziecko jest tego świadkiem. Ludzie boją się osądu, stereotypów i zmiany. Mało kto ma na tyle zbudowane poczucie własnej wartości, że będzie potrafił przyjąć krytykę, usłyszeć o tym jak jest i chcieć zmiany. Zmiana przynosi nowe, nieznane, z góry założone że będzie źle bo będzie inaczej. Do tego trzeba przysłowiowych „jaj”, odwagi. Zawsze powtarzam, że konstruktywna krytyka rozwija. Jeśli mam rację to to udowadniam. Jeśli ktoś pokaże mi, że się mylę – potrafię przeprosić, przyznać racje i wynieść z tego nowe doświadczenia i wiedzę. Większość ludzi woli wykrzyczeć, zrzucić winę na innych tylko nie wziąć jej do siebie.

Ludzie są sztuczni, udają kogoś kim nie są a potem popadają w różne choroby. Nie potrafią poradzić sobie z rzeczywistością i coraz bardziej zatracają się w swoich kłamstwach. Kłamią w pracy, w domu, w szkole są „super rodzicami”. Nie potrafią być konsekwentni ani wobec siebie ani wobec innych. Dlaczego alkoholik pije? Bo jest chory. A dlaczego jego rodzina to ukrywa? Bo „bo co ludzie powiedzą”. Błąd! Alkoholik jak zacznie ponosić konsekwencje swojego picia to szybciej zrozumie, ze to on ma problem a nie rodzina. Jak rodzina nie pozwoli sobie przypisać winy to on szybciej zorientuje się, że nie ma na kogo „zwalić” swojego picia. To samo dotyczy wszystkich aspektów życia codziennego. Jeśli ktoś wprost mówi „słuchaj nie podoba mi się to jak się zachowałeś” to może szybciej do tej osoby dotrze, że to nie jest akceptowane. Ludzie wolą natomiast snuć opowieści jak to jest cudownie i wspaniale, zamiast przyznać się do błędu, uniknąć narastającej frustracji i awantur.

Nie raz za „mój język” czy „cięte riposty” wysłuchiwałam jak śmiałam się tak odezwać, wręcz oczami duszy widziałam ręce zaciskające się na mojej szyi. Przyczyniło się to do wyłonienia grupy osób, które mnie szczerze nienawidzą. Inne to „okupanci” mocni z daleka a co do czego unikający mnie w kontakcie bezpośrednim jak ognia. W tym wszystkim są też ci właściwi – ci z którymi mogę swobodnie porozmawiać, śmiejemy się, współpracujemy, dyskutujemy czy też po prostu pijemy kawę. W tym wszystkim najważniejsze jest to, że taki podział dokonuje się sam, bez mojej ingerencji. Będąc taka osobą staram się otaczać pozytywnymi ludźmi i to powoduje, ze ci „nie pozytywni” nie maja czego szukać. Owszem próbują różnych metod, jednakże brak reakcji na ich „zaczepki” powoduje że prędzej czy później znikają. A ja idę dalej ścieżka wytyczoną przez siebie.

Ceną autentyczności jest właśnie to – nie raz wykluczenie – bo nie „kraczesz” jak inni, krytyka – bo jak mogła tak powiedzieć albo tak zrobić. Zaś nagrodą dla mnie najbardziej wartościową jest to, jak słyszę „Madźka, dobra robota, tak trzymaj!” od osób od których nie spodziewałabym się, że moja osoba cokolwiek ich interesuje. Okazuje się, że jednak tak. Obserwują moją prace, moje wypowiedzi, gdzie jestem, w czym biorę udział. Czytają mojego bloga, moje publikacje i słowa takiej osoby są warte miliony uśmiechów bo są szczere i prawdziwe. I za to ogromnie dziękuję. Na jednym z eventów usłyszałam kiedyś „bo ty jesteś taka prawdziwa, nie udajesz” – takie słowa budują. Takimi ludźmi się otaczajmy. Pozostałych nie zmienimy dopóki sami nie zobaczą, że można żyć inaczej, lepiej.

Kończąc dodam tylko, że szkoda mi tych ludzi, którzy nie potrafią spojrzeć prawdzie w oczy, którzy wolą żyć w zakłamaniu, sztuczności, fałszu. Życie wtedy kiedy jest się prawdziwym jest piękne. Nie trzeba się martwic komu i jakie kłamstwo dziś „sprzedać” i jeszcze komu co się ostatnio powiedziało, żeby faktów nie pomylić. Wstaję rano, z uśmiechem witam nowy dzień. Ludzie na ulicy sami zaczepiają, witają, „Dzień dobry Pani Magdaleno, co słychać”, człowiek zachodzi do sklepu uśmiecha się i ten uśmiech jest odwzajemniany. Na eventach stoi się w otoczeniu osób z którymi jest o czym porozmawiać, które podpowiedzą, wesprą, pokierują, podpowiedzą ot tak po prostu, bo jest się tą prawdziwą osobą. Można pożartować, pośmiać się „na luzie” bo nie ma powodu do jakiegokolwiek stresu. Bycie prawdziwym ma swoje plusy i wśród wielu minusów należy je wyłuskiwać. Bycie sobą powoduje czasem, że „sztuczni” widząc tę prawdziwość przestają zaczepki szukać, idą szukać innych ofiar swoich frustracji. Najważniejszym jest, żeby znać swoją wartość i mieć wyznaczone w życiu cele, bez oglądania się na to „co inni powiedzą”. Robić swoje.

Pozdrawiam

Magdalena Nowak

Tekst autorstwa Magdaleny Nowak zamieszczony w książce „Siła prawdy. O trudnej sztuce bycia sobą”. Prawa autorskie zastrzeżone.

Magdalena Nowak

Doradca Sukcesyjny

Absolwentka Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Białymstoku kierunek MBA. Studia podyplomowe na SWPS „Negocjacje i mediacje”. Certyfikowany Mediator stały przy Sądzie Okręgowym w Białymstoku oraz PCAM.

Doświadczenie w zakresie finansów, zarządzania, marketingu, sprzedaży oraz ubezpieczeniach. Specjalizuje się w dziedzinach: sukcesji, roszczeń bankowych, roszczeń odszkodowawczych, pomocy frankowiczom, bataliach z komornikami, mediacjach. Klienci których obsługuje to zarówno firmy jak i osoby indywidualne.

Ostatnie wpisy

Kontakt

biuro@wealthmanagementservices.eu

+48 515 048 900

Warszawska 21 lok.122,
15-062 Białystok