Własny biznes czy etat?

Własna marka – jakże trudno ją zbudować a jednocześnie ile przynosi to później satysfakcji.
Marka to Ja, jedyna i niepowtarzalna, nie do podrobienia. To każdy z nas jest twarzą swojego
biznesu i to w jaki sposób go zbuduje, jak później się rozwija i co sobą reprezentuje jest
budowaniem właśnie tej swojej marki.


To nie jest tak, że nie pracowałam na etacie. Pracowałam i to wiele lat. Tak, kiedyś byłam
pracownikiem kogoś, jednakże zawsze dawałam z siebie 110% normy. Zawsze mówiłam –
proszę mi pokazać, gdzie „leżą pieniądze” a ja je zarobię. Na jednej z rozmów kwalifikacyjnych
na pytanie zadane mi ile chciałabym zarabiać w systemie premiowym odpowiedziałam, że nie
widzę ograniczeń. Do dziś dnia nie zdecydowano się na moja kandydaturę.


Zakładanie własnej firmy w moim przypadku spowodowane było tym, że pracując na etacie
zarobiłam mniej niż w innej firmie na umowie zleceniu. I ten moment, kiedy zarobiłam więcej
popchnął mnie do tej decyzji – do założenia własnej działalności. Zaryzykowałam wtedy wiele
bo byłam matką samotnie wychowującą dziecko i nie miałam pewności, że biznes zawsze
będzie przynosił sukcesy a moje ówczesne szefostwo wściekło się gdy usłyszało ode mnie, ze
chcę założyć działalność. Tak oczywiście było – wzloty, upadki. Branża finansowa miała to do
siebie, ze nie sposób było przewidzieć kiedy przyjdzie klient ani czy kredyt da się zrobić czy
też będzie odmowa. Zatem były większe pieniądze i mniejsze, bywało różnie. Czasem na
jednym kliencie zarobiło się tyle, ze dwa miesiące były zabezpieczone a czasem modliło się,
żeby cokolwiek wyszło, jakikolwiek pieniądz żeby się pojawił. Mówi się, że jeśli biznes
przetrwa pierwszych 5 lat to będzie trwał dalej. Nie do końca zgodziłabym się z tym
stwierdzeniem, bo chociażby obecna od roku sytuacja pokazała, że żyjemy w kraju
nieprzewidywalnym. Co jest zatem w prowadzeniu swojego biznesu najważniejsze?


Elastyczność, obserwacja zmieniającego się otoczenia. Edukacja, szkolenia, spotkania z ludźmi
biznesu, wymiana doświadczeń, poglądów pozwalają na dostosowywanie się do zmian jakie
następują wokół nas. Mówi się też, ze biznes nie powinien nigdy trzymać się tylko jednej gałęzi.
Jest w tym pełno racji i jak najbardziej potwierdzam te słowa. Mając branżę finansową
zaczęłam ją poszerzać sprzedając nie tylko kredyty bankowe ale i leasingi, kredyty
pozabankowe. Z czasem doszły odszkodowania. Po pewnym czasie zaczęłam pomagać osobom
zadłużonym. To czym zajmuję się dziś pokazuje, iż potrafiłam się dostosowywać do upływu
czasu i zmian na rynku. Oczywiście intratnym byłoby prowadzenie niszowego biznesu bo taki
zawsze ma swoich klientów jednakże tylko ograniczone grono. Z upływem lat poszerzyłam
swoje usługi o wiele działań dla klientów a to wszystko dzięki zdobywanemu doświadczeniu,
nauce, kursom. Miało to również swoje minusy – musiałam umiejętnie zarządzać swoim
czasem, żeby móc go podzielić pomiędzy pracę, moje potrzeby szkoleniowe a moich dwóch
synów. Nie byłam na dłuższym urlopie wiele lat, bo zawsze jedynym wolnym były okresy ferii
szkolnych, świątecznych. To była cena jaką płaciłam za to, że działalność jaką prowadziłam
była oparta na mojej wiedzy i to ja ją wykonywałam. Żaden z pracowników jakich miałam w
ówczesnym czasie nie miał tyle ambicji, żeby ode mnie tą wiedzę posiąść. Zazdrościłam
„etatowym” pracownikom urlopów, zwolnień lekarskich i wszystkich wolnych dni, bo ja idąc
na wolne nie otrzymywałam wynagrodzenia. Ja ze swoimi dziećmi chodziłam do pracy!

I teraz na to patrząc mogę powiedzieć tak – może nie miały cudownego dzieciństwa, bo ta mama była
wiecznie zapracowana ale dzięki temu one stały się samodzielne, dziś jako nastolatkowie mają
wiedzę na różne tematy – to jest chyba jedyny plus tych wielu lat swojego biznesu. Czy było
mi łatwo? Nie! Czy ktokolwiek mi pomagał? Nie! Wprost przeciwnie, wiele osób kładło kłody
pod nogami, wiele czekało aż się poddam. Ale jak to mówi się, porażki są po to, żeby nas czegoś
nauczyć. Dzięki temu stałam się silniejsza a dzięki swojemu doświadczeniu życiowemu między
innymi dzięki dwóm byłym mężom zaczęłam pomagać innym i za to mi dziś klienci płacą. Za
pomoc. Za to, że jestem, że ich wysłucham, że ich poprowadzę ścieżką, która sama kiedyś
przeszłam. W tym co robię jestem oryginalna, niepowtarzalna. Przez lata wyrobiłam sobie swój
styl pracy, styl pisania, rozmowy. Lata kontaktu z klientami pozwoliły na „rozpracowanie”niejednego twardziela, na pokazanie w co ludzie niekiedy nieświadomie się pakują, jakie są
zagrożenia bądź jakie skutki mogą być podejmowanych przez nich decyzji.

Moja zasadą jest bycie sobą, bycie autentycznym, prawdomównym. Jak mam kogoś opieprzyć to go po prostu opieprzam za to, że na przykład robi najgłupszą rzecz na świecie! Mam swoje zasady, których
się trzymam. Życiowe, biznesowe. Niektórzy się z nich śmieją, niektórzy uważają, że jestem
staroświecka a ja odpowiadam – to są moje zasady i dla mnie one odpowiadają. Zawsze po
wysłuchaniu klienta umawiam się z nim na konkretne działania i potwierdzam, że ten plan który
zaproponowałam on zaakceptował. I wtedy działam. Jeśli nie ma akceptacji działania i planu
pokazuje klientowi drzwi. Czas jaki upłynął w mojej pracy z klientami, a jest go już łącznie 27
lat nauczył mnie, że wśród klientów są tacy, którym nie da się pomóc. Oni byli, są i będą
wiecznie nieszczęśliwi, narzekający i nie da się ich już zmienić choćbyśmy nie wiem ile czasu
poświęcali. Dlatego też takim klientom dziękuję i nie tracę na nich czasu. Owszem, idą później
bluzgając na mnie po schodach, ale ja wiem, że taki klient nawet najlepiej przeze mnie
obsłużony i tak opowiadałby dookoła, że źle mu pomogłam. A tak…. Co powie? Że go
wygoniłam.


Spotykałam w swojej karierze różne działania konkurencji. Od wydzwaniania do mnie i próby
wyszpiegowania z kim współpracuję po przysyłanie podstawionych klientów. Próby niszczenia
moich ulotek czy też blokowania przejścia przez korytarz do mojego lokalu. Żadna z tych osób,
które tak robiły nie rozumiała jednego – mój Klient był moim Klientem i nawet jeśli przebiegł
już wszystkie biura i wziął co mu dano to i tak na końcu wyląduje u mnie. Jedyna różnica będzie
taka, że to będzie już wyciąganie z tarapatów. Miasto w jakim mieszkam małe nie jest ale
sprawdza się powiedzenie, że wszyscy znają wszystkich. Ja nie raz nie musiałam z biura
wychodzić, żeby do mnie jakieś nowiny czy wieści o działaniach innych doszły. W relacjach
ze swoimi klientami zawsze byłam szczera i bezpośrednia. Komu się to nie podobało –
odchodził. Ci, którzy zostali są mi wdzięczni za pomoc i mówią o tym innym. Tak działa poczta
pantoflowa – zawsze najskuteczniej.


Jeśli miałabym cokolwiek doradzić młodym osobom stojącym na początku swojej drogi
zawodowej to powiedziałabym tak – nie słuchaj tego co mówią w szkole. Przedmiotów takich
jak podstawy przedsiębiorczości uczą teoretycy, którzy nie maja pojęcia o tym co to znaczy
prowadzić firmę. Nie maja o tym pojęcia etatowcy, sędziowie, policjanci, urzędnicy. Nie ma o
tym pojęcia nikt, kto sam firmy nie prowadził. Często jest to droga pełna wyrzeczeń i do tego
trzeba po prostu dorosnąć. Nikt nie będzie na Ciebie zły jak zaczniesz od etatu, bo zobaczysz
jak to jest być pracownikiem, mieć nad sobą zarządzających i to nie zawsze dobrze
rozumiejących pojęcie zarządzania. Poznasz firmy i stanowiska od dołu, od osób, które firmy
tworzą. Będziesz musiał znosić cudze humory, złości i awantury ale to pozwoli Ci na zdobycie
doświadczenia, ukształtuje twój charakter, Twoją osobowość.

Wiele osób zakłada swoje firmy w wieku 30-40 lat i potem rozwijają swoje biznesy na rynkach międzynarodowych. Nie każdy się do tego nadaje. Znam osoby, którym wystarcza najniższa krajowa i tak naprawdę to niczego w życiu nie osiągnęły. Wierzę w to, że taki nie jesteś co nie oznacza, że każdy musi mieć swoją firmę.

Nie. Firmy mają ci, którzy chcą je mieć, mają swój własny pomysł na biznes, na siebie i
mają wokół siebie ludzi, którzy podają im pomocną dłoń, bo pamiętaj w tym świecie jest
mnóstwo zawiści, zazdrości i nienawiści. Dlatego „otaczaj się tymi, którzy ciągną Cię w górę
a nie w dół”.


Pozdrawiam
Magdalena Nowak

Tekst autorstwa Magdaleny Nowak zamieszczony w e-booku „Własny biznes czy etat?”. Prawa autorskie zastrzeżone.

Magdalena Nowak

Doradca Sukcesyjny

Absolwentka Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Białymstoku kierunek MBA. Studia podyplomowe na SWPS „Negocjacje i mediacje”. Certyfikowany Mediator stały przy Sądzie Okręgowym w Białymstoku oraz PCAM.

Doświadczenie w zakresie finansów, zarządzania, marketingu, sprzedaży oraz ubezpieczeniach. Specjalizuje się w dziedzinach: sukcesji, roszczeń bankowych, roszczeń odszkodowawczych, pomocy frankowiczom, bataliach z komornikami, mediacjach. Klienci których obsługuje to zarówno firmy jak i osoby indywidualne.

Ostatnie wpisy

Kontakt

biuro@wealthmanagementservices.eu

+48 515 048 900

Warszawska 21 lok.122,
15-062 Białystok